W mej życiowej karierze jako lekarz, miałam przyjemność spotkać wielu pacjentów rekrutujących się ze świata artystycznego. Ich wrażliwość, nierzadko przynosiła w konsekwencji brak harmonijnego doświadczenia, w następstwie czego problemy emocjonalnej natury dominowały wśród mniej czy bardziej poważnych niedyspozycji.
Zastanawiające było to, że ich wielki artyzm, był najczęściej uprawiany, jako sztuka dla zadowolenia innych, a sporadycznie, jako narzędzie do własnego uzdrowienia.
Wcale nierzadko spotykałam się z postawą pełną zdumienia, kiedy wskazywałam na uzdrawiające elementy ich twórczej pracy, jedynie dzięki zmianie kierunku nastawienia (ze świata zewnętrznego na obserwację siebie).
