Miałam 2 lata, kiedy moja mama ciężko zachorowała. Udar mózgu i paraliż, udaremniły jej prowadzenie normalnego życia. Każdego dnia oglądałam jej zmagania z najbardziej elementarnymi wyzwaniami, które zdrowemu człowiekowi wydają się banalnie łatwe. Choć jej hart ducha był duży, choroba czyniła kolejne spustoszenia w jej organizmie, a ból życia na stałe zamieszkał w naszym domu.
Jej ogromne cierpienie zmotywowało mnie do studiowania medycyny, a potem wielu metod i technik, które przywróciły zdrowie innym. Kochałam ją ogromnie, ale cała moja miłość pomogła jej jedynie funkcjonować i być może w większym spokoju odejść z tego świata.
Kiedy uzyskałam dostęp do wiedzy intuicyjnej, zrozumiałam, że to, co oglądałam od najwcześniejszego dzieciństwa było lekcją mojej mamy, lekcją jej miłości do samej siebie. Przyznam, że nie było mi łatwo zaakceptować takiej wiedzy.
Dorosłe życie przyniosło nie mniej trudne wyzwania. Kolejne lekcje przez ból i cierpienie weszły na stałe do harmonogramu każdego dnia spędzonego na tej pięknej planecie. Pomimo ogromu pracy, zdobytej wiedzy i miłości, z którą realizowałam siebie, trudności namnażały się. Wreszcie zaakceptowałam lekcje niesione przez ból jako nauczyciela, jako możliwość poznawania siebie i możliwości, którymi dysponuję do niesienia ulgi cierpiącym oraz pilnego przyswajania wiedzy, by rozumieć to, co wokół mnie się dzieje.
Miłość JEST, ale ból i cierpienie udaremniają dostęp do jej odczuwania i tworzenia na jej bazie najwyższej jakości doświadczenia życia. To stwierdzenie zmobilizowało mnie do szukania sposobów i metod uwolnienia bólu. Poza codzienną praktyką lekarską, rozpoczęłam intensywną pracę warsztatową. Elementy intuicyjnej wiedzy łączyłam z poznanymi wcześniej technikami pracy nad ciałem fizycznym, emocjonalnym i mentalnym i tak oto krok po kroku uwalniałam blokady własne i wspierałam innych.
Powoli i konsekwentnie poznawałam w odczuciu własną energię poprzez jej odczuwanie. To umożliwiło mi podjęcie pracy na nowym dla siebie poziomie. Nowe techniki otwierały dostęp do nowych możliwości doświadczania siebie. Najważniejsza była Miłość. Bez jej odczuwania, nie wystarczyłby mi konsekwencji, wytrwałości i cierpliwości, by kontynuować tę arcy-ciężką podróż. Samotność nie jest sprzymierzeńcem dla istot podążających drogą do uwolnienia od emocjonalnego bólu i konsekwencji z nim związanych - chorób ciała fizycznego. Warto wybrać się w tę podróż, w miłym towarzystwie. To bardzo ułatwia podróżowanie i przynosi efekty daleko bardziej zadowalające.
Dostęp do Miłości blokują nasze przekonania, utrwalone przez wielokrotne powtórzenie - wzorce bólu zgromadzonego w podświadomym umyśle. Bez uwolnienia tego balastu, wszelkie wsparcie, na wszelkich możliwych poziomach (fizycznym, emocjonalnym, mentalnym czy energetycznym) jest jedynie chwilową ulgą.
Wielu ludzi szuka cudownych mocy, gotowych rozwiązań. Wielu łudzi się, że je znajdzie. Nie doświadczyłam tego we własnym życiu, za to uzyskałam dostęp do wiedzy, jak nie tworzyć bólu, jak budować harmonijne życie wbrew cierpieniu własnemu i wszystkich wokół, jak uwalniać się od cierpienia w nas samych bez uzależniania się od czegokolwiek i kogokolwiek.
Nadal podróżuję. Żyję w przestrzeni wiedzy, dzielę się nią przez co wyrażam siebie. Coraz częściej pochłania mnie przestrzeń Ciszy. To stan sprzyjający harmonii na wszystkich poziomach świadomości do których posiadam dostęp. Wraz z wchodzeniem w głębię Ciszy ujawniają się nieświadome dla mnie obszary bólu. To bardzo przykre doświadczenie.
Warto mieć wokół siebie istoty, które podążają wraz z Tobą, bowiem wspólna medytacja znosi takie przykre doświadczanie. Wielość w jedności i jedność w wielości, to nie puste hasło. To prawda doświadczenia podróżującej do Światła istoty.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
Fot. Sara Stępień
