Dopóki nie zaakceptujemy tego, co jest (obrazu w lustrze — świecie), dopóty bezradnie kręcimy się w labiryncie słów i wyobrażeń.
Konsekwencja: stagnujemy.
Miłość własna oznacza prymat odczucia nad wyobrażeniem.
Jeśli dorośliśmy do akceptacji tego, co jest i jednocześnie odczuwamy dysonans wobec określonych okoliczności, możemy dokonać zmiany.
Nie tłuczemy lustra — świata.
Nie niszczymy innych.
Nie krzywdzimy poprzez myśli, słowa i czyny, bowiem rozumiemy zasadę tworzenia i rozwoju uwarunkowanej formy.
Z perspektywy rozwoju niszczenie prowadzi do autodestrukcji w pierwszej kolejności. Na innych, ich rozwój, ma niewielki wpływ, o ile nie opóźnia procesu ich wewnętrznej transformacji.
Co zatem zmieniamy?
Przekonania.
Własne.
Czynimy, co potrafimy, aby zapobiec dramatom osobistym czy społecznym, ale nasz wybór pochodzi z odczucia (tym była pomoc zwykłych niezrzeszonych ludzi, obywatelom Ukrainy w sytuacji zagrożenia dla ich życia).
Przede wszystkim zmieniamy własne przekonania.
Nie na siłę.
Nie z pozycji umysłu spekulatywnego, ale podążając drogą samorealizacji z odczuwania siebie, z odczuwania Miłości.
Poprzez narzędzia takie jak: samoobserwacja i wnioskowanie, poprzez zauważanie tego, co się sprawdza lub, co zagraża zdrowiu i życiu, co generuje wysokie wibracje czy też prowadzi do eskalacji niskowibracyjnych myśli, słów i czynów.
Rozwój uwarunkowanej świadomości czyni świat lepszym do życia miejscem.
Dopóki nie doświadczymy jedności ze wszystkim, co Jest, pamiętajmy, że Życie jest Jedno, że wszyscy urzeczywistniamy Boską Esencję, choć na różnych poziomach wibracji i poprzez wielką różnorodność doświadczeń.
Nie walcz zatem z tak zwaną ciemnością. Potraktuj ją jako wyzwanie do odkrycia w potencjale swego Ducha, nowej wiedzy, nieodkrytych dotychczas rozwiązań.
Poprzez Miłość w działaniu poszerzaj swoje Światło.
Stań się Światłem.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
