Dlaczego programowanie ludzkiej podświadomości uwstecznia realny rozwój człowieka?
Czy można zaprogramować człowieka na odczuwanie Miłości?
Czy mądrość człowieka ma cokolwiek wspólnego z programowaniem?
Dlaczego programowanie oddala człowieka od siebie samego?
Skoro programowanie nie zbliża człowieka do siebie samego, a tym samym do Prawdy o jego Naturze, czemu jest tak powszechnie wykorzystywane i akceptowane w większości aspektów społecznego funkcjonowania?
Dlaczego otwarcie na Miłość daje dostęp człowiekowi do jego potencjału twórczego?
Czy opiekun, nauczyciel zamknięty na odczuwanie Miłości, może otworzyć dziecku jego własne serce, a więc dostęp do jego potencjału twórczego?
Czym jest rozwój człowieka: programowaniem czy pokazaniem narzędzi i pomocą w uruchomieniu jego potencjału twórczego?
Czy kreacja w oparciu o wrzucony do umysłu program, daje poczucie spełnienia i satysfakcji, czy raczej znużenia, zniechęcenia i w końcu odrzucenia tego, co nie koresponduje z naszym wewnętrznym odczuciem?
Dzieci są zwierciadłami. Kiedy znajdują się w obecności miłości, to ją odbijają. Kiedy miłości nie ma, nie mają czego odbijać.
Mam tu wspaniały cytat, kilka zdań, które zapisałbym złotymi zgłoskami. Pochodzą z książki A.S.Neilla “Summerhill”. Najpierw muszę objaśnić tło. Prawdopodobnie wiecie, że Neill przez czterdzieści lat pracował w szkolnictwie. Stworzył coś w rodzaju niezależnej szkoły. Przyjętym do szkoły dziewczętom i chłopcom dał całkowitą wolność. Chcecie nauczyć się czytać i pisać - dobrze, nie chcecie nauki czytania i pisania - też dobrze. - Możecie robić ze swym życiem, co chcecie, pod jednym warunkiem: nie może to w żaden sposób niszczyć wolności innych. Nie przeszkadzajcie innym w realizowaniu ich wolności, poza tym róbcie, co chcecie. Jak twierdzi, najgorsi przyszli ze szkół zakonnych. Było to oczywiście w dawnych czasach. Uczniowie ci potrzebowali około sześciu miesięcy, aby przezwyciężyć problem złości i poczucia krzywdy, które nosili w sobie i tłumili. Przez sześć miesięcy buntowali się i walczyli ze szkolnym systemem. Najwięcej kłopotu sprawiała pewna dziewczynka, która wsiadała na rower i jechała do miasta, uciekając od lekcji, od szkoły, od wszystkiego. Kiedy jednak bunt ucichł, wszyscy chcieli się uczyć; zaczynali nawet protestować, kiedy nie było lekcji. Ale uczyli się tylko tego, co ich interesowało. Zmieniali się. Na początku rodzice obawiali się posyłać dzieci do tej szkoły: Jak można ich czegokolwiek nauczyć bez dyscypliny? Trzeba ich uczyć zgodnie z programem, kierować nimi... W czym leżał sekret sukcesu Neilla? Miał do czynienia z najgorszymi dziećmi; takimi, których nigdzie już nie chciano. A w przeciągu sześciu miesięcy wszystkie te dzieci się zmieniły. Posłuchajcie, jak mówił na ten temat - wspaniale to, święte słowa:
„Każde dziecko ma w sobie Boga. Nasze wysiłki, by je urobić, powodują, że Bóg przemienia się w diabła. Do mojej szkoły przychodzą dzieci podobne małym diablętom, nienawidzące świata, destruktywne, nie wychowane, kłamiące i kradnące, nie opanowane. W ciągu sześciu miesięcy stają się szczęśliwymi, zdrowymi dzieciakami, nie czyniącymi niczego złego.”
Przyjedźcie do Summerhill, a zobaczycie drzewa w sadach uginające się od owoców, nikt ich nie obrywa; nie ma tu agresji wobec władz szkoły, dzieci są dobrze odżywione, pozbawione agresji i resentymentów. Przyjedźcie do Summerhill, a zobaczycie, że nie ma tu kalekich dzieci, które by przezywano (wiadomo, jak okrutne potrafią być dzieci wobec kogoś, kto się jąka). Nie spotkacie nikogo, kto by jąkale dokuczał. Nigdy. Nie ma w tych dzieciach agresji, ponieważ nikt wobec nich nie jest agresywny - oto przyczyna.
Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska
