Witaj na blogu!

Rozwój LXXXVIII

Rozwój LXXXVIII

Ostatnie stulecie przyniosło wiele bolesnych doświadczeń. Nie ma chyba w Europie rodziny, która nie opłakiwałaby kogoś bliskiego. Potencjalnie każde ludzkie doświadczenie ma poszerzać wiedzę o naszej ludzkiej kondycji i służyć rozwojowi świadomości.
Czym jest ten rozwój?
Z mojego oglądu rzeczywistości, każdy wybór i podążające jego torem działanie powinno służyć doświadczeniu jego skutków i zmianie, jeśli nie służy naszemu wzrostowi.
Często zmiana wiąże się z wewnętrzną walką "starego" z "nowym", ale wewnętrzna pewność, imperatyw wzrastania powinien zadecydować o kierunku dalszej podróży.

To, co wybieramy jako nasz cel do urzeczywistnienia, jest integralnie związane z dotychczas ukształtowaną sylwetką wewnętrzną, a mianowicie z cechami takimi jak: humanitaryzm, a wraz z nim zdolność do współczucia, miłosierdzia i odczuwania serdecznej więzi z innymi, mądrość, sprawiedliwość, wstrzemięźliwość itd. To poza wewnętrznymi predyspozycjami i preferencjami, owe cechy i poziom ich rozwoju decydują o kolejnych wyborach.

Nasze twórcze wyrażenie siebie jest odzwierciedleniem ukształtowanych przez nas dotychczas cech, jest miernikiem naszego rozwoju, naszej doskonałości w wyrażaniu miłości, współczucia, miłosierdzia, zainteresowania światem innych ludzi, poszerzania wiedzy, uczciwego traktowania innych i tak dalej. Doskonałe cechy są warunkiem rozwoju w wyższej oktawie życia, tak więc jest to przede wszystkim nasz własny "interes", a nie wyświechtane przez ząb czasu slogany moralistów.

Wiele lat klinicznego doświadczenia w zawodzie lekarza pozwoliło mi zaobserwować jak bardzo zróżnicowany u lekarzy jest rozwój poszczególnych cech i jaki ma to wpływ na leczenie pacjentów.

Kiedyś do mojego gabinetu trafiła pacjentka z dużym poziomem lęku. Przez dłuższą chwilę nie mogłam nawiązać z nią relacji umożliwiającej rzeczowy kontakt. Nie jestem psychiatrą, więc założyłam, że mąż, który przyjechał wraz z nią, ma tego świadomość. Czułam, jak narasta w niej lęk. Poszukując gorączkowo w umyśle odpowiedzi na pytanie: co dalej, poczułam ciepło we własnym sercu. Podeszłam do niej. Przytuliłam ją. Trwało to kilkanaście sekund. Nagle pacjentka z radosnym zadziwieniem, krzyknęła; pani doktor, czuję się doskonale!!! Nie czuję lęku!!! Po raz pierwszy od wielu tygodni uspokoiła się! Dalsza część wizyty przebiegała w ciepłej i rzeczowej atmosferze i podjęciu najwłaściwszych dla jej stanu zdrowia kroków diagnostyczno - terapeutycznych.

Co oznacza dla Ciebie termin porażka?
Czyż nie oznacza to odległego od naszych oczekiwań rezultatu działania? Z mojego punktu widzenia każde doświadczenie ma co najmniej aspekt poznawczy i doświadczalny. Nawet, jeśli nie doświadczymy tego, czego pragniemy, nasze doświadczenie przyniesie nam wiedzę - poznanie.
Ale, co poznajemy...?
Myślę, że siebie, swoje realnie ukształtowane cechy w konfrontacji z naszym wyborem i możliwościami realizacyjnymi, które wiążą się z wyborami i poziomem rozumienia innych ludzi.

Czy istota, która ma szerszą od osobowości perspektywę własnej tożsamości identyfikuje się z terminami: porażka czy pokonany?

Myślę, że nie. Raczej analizuje, wnioskuje i "uzbraja" w konieczne oręże do dalszego samopoznania.

Czy ciężka choroba jest wyrazem porażki czy raczej wyzwaniem dla naszego dotychczasowego systemu przekonań?

Wielu poznanych przeze mnie ludzi nie dostrzega związku pomiędzy własnymi przekonaniami, a ich problemami zdrowotnymi. Próba pokazania im tego, często wiąże się z zaprzeczeniem. Oni pragną jedynie "szybkiego" uzdrowienia, złotej tabletki, której nie ma.
Rola lekarza w wielu przypadkach sprowadza się do zmniejszenia cierpienia, bowiem uzdrowienie leży w gestii samego pacjenta.

Decyzje dotyczące dalszego postępowania terapeutycznego narzuca poziom rozwoju świadomości pacjenta, który wiąże się z jego rozumieniem rzeczywistości.
Jednakże niezależnie od decyzji chorego, lekarz, czy uzdrowiciel "wyposażony" w empatię, współczucie i wiedzę, zagwarantuje choremu sposób terapii możliwy do przyjęcia przez chorego.

Czy człowiek aspirujący do wyrażania siebie poprzez miłość bezwarunkową nie wesprze potrzebującego pomocy?
Sposobów na wsparcie jest wiele.

Co można powiedzieć o człowieku, o jego realnym poziomie rozwoju w aspekcie uczuć, który dostrzega potrzebę innego człowieka i z chłodnym spokojem czeka na dalszy ciąg zdarzeń?

Bezduszność nie jest naszą zaletą, ale raczej sygnałem, że to my mamy problem, problem z kwalifikacją własnego rozwoju na poziomie uczuć.

Nasz świat dostarcza nam wielu obrazów bezduszności człowieka. Głód, wojna, porzucone dzieci, maltretowane kobiety....
Kto przechodzi obojętnie wobec tej wielkiej ludzkiej tragedii, ten powinien się zastanowić przede wszystkim nad samym sobą!
Co tak bardzo oddaliło go od jego Pierwotnej Boskiej Natury, od poczucia więzi ze wszystkim, co istnieje?

Informacje, które do nas docierają mają swój głęboki sens. Nie oceniaj, nie osądzaj treści czy intencji osoby, która prosi o wsparcie. Może właśnie Ty, Twoja współczująca postawa, Twoje kochające serce jest koniecznym elementem uzdrowienia człowieka czy sytuacji.
Doprawdy, kochająca istota podąża za impulsem Miłości i nie bawi się w analizy, gdy "płonie las"!

Jeśli uważasz, że miejsce w którym dzisiaj jesteś zawdzięczasz jedynie sobie, popełniasz wielki błąd. Odrzuć pychę i otwórz oczy na Miłość, która w postaci Energii Miłości, wiedzy, piękna płynie do Ciebie wciąż i wciąż. To wielki dar wielu serc, z którego możesz do woli korzystać we własnym rozwoju, a internet jest jedynie narzędziem, dzięki któremu to wielkie bogactwo Ducha zostało ujawnione dla dobra wszystkich zainteresowanych.
Czy dostrzegasz to?
Czy pomaga Ci to rozwijać jeden z kluczyków do własnego serca, który nazywa się wdzięczność?

Ojciec Anthony de Mello, którego teksty niejednokrotnie publikowałam, często zastanawiał się jako psychoterapeuta, w jaki sposób należy pomóc przychodzącej pacjentce, czy pozostawić ją samej sobie i liczyć na jej "przebudzenie", czy poprowadzić terapię zgodną z wiedzą psychologiczną.
Myślę, że to bardzo trudny wybór. Ja wybrałabym informację z poziomu mądrości serca bez względu na rezultat. Każdy wybiera to, do czego sam jest przygotowany wewnętrznie.

Miłość nie jest brzemieniem, ale możliwością doświadczenia siebie w aspekcie czułości, tkliwości, współodczuwania, radości i wielu innych uczuć. Jednak dla zaistnienia tego ludzkiego bogactwa potrzebne jest spełnienie określonych warunków wewnętrznych u obojga partnerów.

Obecność jakich wewnętrznych cech warunkuje możliwość stworzenia atrakcyjnego, spełniającego obie strony układu partnerskiego?

Dlaczego Miłość jest najpotężniejszym sojusznikiem umysłu adepta duchowego rozwoju?

Kiedy umysł jest sojusznikiem rozwoju, a w jakich okolicznościach jego "działanie" niszczy nasz potencjał?

Jak odróżnić pragnienie, którego realizacja jest gwarantem wzrostu świadomości od żądzy, na bazie której rozwinięte działanie prowadzi do świata niskich wibracji?

Czy "cnoty" rozwijane w toku codziennej kreacji takie jak: chciwość, zachłanność, nietolerancja, nieuczciwość, drapieżność i wiele innych, promują istotę do wyższych wymiarów życia, czy są raczej znamieniem jej upadku do świata niższych energii?

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska

Więcej w tej kategorii: « Rozwój LXXXIX Rozwój LXXXVII »
Powrót na górę