Polish Polski

Artykuły

Program czy intuicja?

. . Opublikowano w Uzdrawianie przez kreatywność. Odsłony: 218

Tak się składa, że w moim domu zamieszkał na pewien czas mały obywatel. Wiek - 9 miesięcy. Niestraszne mu kolejne upadki przy bezustannie podejmowanej próbie chodzenia. Nie protestuje, nie płacze, tylko bacznie przygląda się reakcji domowników. Wewnętrzna siła pcha go do poznawania nowych rejonów nieznanego mu miejsca i nowych doświadczeń. Z uroczym uśmiechem na ustach. Bez cienia strachu.

Ciekawość "nowego" i brak niosących ból doświadczeń, to podstawowy mechanizm motywujący jego dziecięce działanie.

Ten niesamowity postęp w rozwoju, jakiego jestem świadkiem i otwartość na wciąż nowe doświadczenia fascynuje mnie.

Inne miejsce. Spotkanie dorosłych. Intencja - wspólna zabawa, podnoszenie umiejętności komunikowania się z innymi.
Sztywność mięśni, ból, zamknięcie na wyrażenie własnych odczuć, własnej wewnętrznej prawdy na dany moment. Gorączkowe "tkanie" wypowiedzi z wrzuconej do umysłu wiedzy - programu, z którego klecone są na poczekaniu puste, pozbawione wewnętrznego życia frazesy mające nas podbudować. Brak zgodności między mową ciała i wypowiedzią.

Przepaść między otwartą na poznawanie, pełną swobody i sensu postawą dziecka i  nacechowaną wielkim pragnieniem podniesienia poczucia własnej wartości osobowością dorosłego.

Intuicyjne poznawanie dziecka, pełne radości oczy i swobody ruchu ciało, czy kolejna programowa nakładka na ulepszenie swojej osobowości przez dorosłego?

A może powrót do intuicyjnego poznawania świata, do odrzucenia wszelkich definicji (dzieciom nie są potrzebne) i zagłębienie się w ODCZUWANIE SIEBIE, by wyrazić dokładnie to, co naprawdę czujemy?

Może nie odniesiemy sukcesu w kontaktach towarzyskich, ale będziemy mogli przyjrzeć się bliżej sobie, tej istocie, która ma prawo czuć się zagubiona, jak również wyrażać niezgłębioną radość istnienia poprzez narzędzie do poznawania: własne ciało. Co jest dla nas ważniejsze? Czy samopoznanie w interakcji z innymi, czy kolejna maska ego, by poprawić rzekome „defekty" Matki Natury uniemożliwiające nam „bycie" na modłę proponowane przez innych?

Na to pytanie każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska