Artykuły

Sztuka kreowania życia

. . Opublikowano w Czarodziejska Myśl. Odsłony: 1719

Wyścig szczurów. Gonitwa. Galop.
I… wielkie znużenie, zmęczenie!!!
Czasem wręcz uczucie wypalenia.

To terminologia, którą bardzo często posługują się opisując obecną rzeczywistość pacjenci odwiedzający mój gabinet lekarski.

Na pytanie o przyczyny tak nieprawdopodobnej i niekorzystnej w medycznym tego słowa znaczeniu eksploatacji swojego organizmu, wskazują na „wyzwania” niesione przez współczesną cywilizację.

Biorąc pod uwagę dane statystyczne dotyczące wzrostu zachorowalności na choroby nowotworowe, układu krążenia, pokarmowego, skóry czy zespoły autoagresji, gdzie nierzadko uważa się czynnik psychiczny za inicjujący rozwój patologii, można dojść do przekonania, że stworzyliśmy sobie warunki życia, które prowadzą nas do sytuacji i miejsc mało oczekiwanych.

Czy to możliwe byśmy tego nie zauważyli, a co za tym idzie, nie usiłowali zmienić?

Moi pacjenci przeczą, lecz nie widzą racjonalnego rozwiązania tej sytuacji zarówno dla pojedynczej jednostki, jak i w skali większych grup społecznych.
Obserwując tę sytuację powracam pamięcią do szkolnej ławki. Lubiłam się uczyć. Pochłaniałam wiedzę z „wielkim apetytem”, ale brakowało mi w tej podróży jednego przedmiotu – sztuki kreowania życia.

Cóż człowiekowi po kolejnych porcjach matematyki, chemii czy historii, jeśli „powiększanie jej zasobów” niekoniecznie przyczynia się do wzrostu poczucia radości i spełnienia w życiu?
Na szczęście, (choć doświadczałam bardzo różnych stanów emocjonalnych) nigdy nie dane mi było poczuć, czym jest paraliżujący stres. Nie mniej widok owładniętych strachem koleżanek wrył mi się w „szare komórki”. To był naprawdę smutny obrazek, którego kontynuacją jak pokazało życie, stały się niezwykle przykre kłopoty zdrowotne.

Wracając do teraźniejszości nie sposób również pominąć danych dotyczących problemów emocjonalnych dzieci i młodzieży szkolnej. Jak twierdzą psycholodzy, aż 50% tej części populacji naszego kraju ma problemy kwalifikowane jako depresja.
A dorośli? No cóż…?
Myślę, że zatłoczone poradnie zdrowia tudzież kolejki w aptekach mówią same za siebie.
Czy  możemy to zmienić?
Myślę, że tak, pod warunkiem otwarcia na praktyczne wykorzystanie wiedzy i włączenie konsekwentnej pracy nad różnymi aspektami naszej wielowymiarowej istoty.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska